W numerze 45 „Kroniki Beskidzkiej” z 1967 r. ukazała się notatka „Nie było zabójstwa po libacji w „Nowowiejskiej”, [1] która relacjonowała wydarzenia z 19 sierpnia, kiedy to na zapleczu magazynów Gminnej Spółdzielni w Kozach znaleziono zwłoki młodego mężczyzny. Był to 28-letni Bronisław K., mieszkaniec Kóz. Przy denacie zauważono głęboką ranę ciętą na przegubie lewej ręki oraz ślady krwi w pobliżu miejsca zdarzenia, co początkowo nasunęło podejrzenia o morderstwo. W toku śledztwa ustalono, że ofiara wcześniej uczestniczyła w towarzystwie kilku znajomych w zakrapianej libacji alkoholowej w miejscowej restauracji „Nowowiejska”.
Odkrycie, jakiego dokonano z pewnością wstrząsnęło miejscową społecznością, a sprawa – jak zwykle w takich sytuacjach – stała się przedmiotem plotek i podejrzeń. Pojawiły się różne domysły, a ludzie mówili swoje. Z początku wszystko wskazywało na zbrodnię. Podejrzenie padło na jednego z najbliższych przyjaciół Bronisława, z którym miał spędzać wieczór przed śmiercią. W jego domu odnaleziono zakrwawioną bieliznę, co wzmogło podejrzenia i natychmiast uczyniło z mężczyzny głównego podejrzanego. Wydawało się, że wszystko jasne – że była kłótnia, że ktoś nie wytrzymał. Podejrzany, pracownik bielskich Zakładów Mięsnych twierdził jednak, że krew jest pochodzenia zwierzęcego. Badania w Zakładzie Kryminalistyki wykazały, że krew nie należała do ofiary – ustalono, że krew pochodzi od trzody chlewnej – i podejrzanego oczyszczono z zarzutów o popełnienie zbrodni. Śledczy nie znajdując dowodów umorzyli śledztwo. Bronisław K. mógł zginąć przypadkowo – być może w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Ze zbiorów prywatnych Róży Szafraniec.
[1] restaurację otwarto w 1965 r.; zob. Restauracja „Nowowiejska” w Kozach
