W zasobach Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie” znaleźć można m. in. zbiór opowiadań zebranych w czasie badań terenowych przez prof. dr hab. Adolfa Dygacza – śląskiego folklorysty, zbieracza pieśni ludowych – pod wspólnym tytułem „Opowiadania śląskie” [1] Są to materiały etnograficzne wśród których zachował się tekst autorstwa Teresy Malarz z Kóz zaczynający się od słów „W pewnej wsi był straszny złodziej”.

W pewnej wsi był straszny złodziej przed którym nic się nie ostało. A jednak chłopak może 18-letni postanowił sobie, że tego złodzieja kraść oduczy. Więc wieczór poszedł ku jego domu i dawał pozór kiedy on wyjdzie kraść. Przyszła już godzina a ten wychodzi z domu mając na plecach okrutny kosz i zaczął zdążać ku sąsiedniej wsi, a ten młody za nim kowałek. Złodziej przyszedł ku wsi kosz zostawił w krzakach. I poszedł kraść. Ten znów siadł w drugim krzaku i dawał pozór a złodziej nosił do kosza skradzione rzeczy. Gdy już miał kosz pełny to ten co pilnował wysunął mu wszystko na ziemię a do kosza wlazł i siedzi ten jeszcze coś doniósł i do kosza dorzucił bo kosz miał przykryty płachtą. Siadł na ziemi paski od kosza dał na wanione i z wielkim trudem wlał i idzie do domu. Gdy uszedł dość spory kawal, to ten w koszu zaczął się ruszać, powtałażi się tak i kilka razy. Ten w strachu i myśli pewnie mi diabeł do kosza wlazł. A tu w tym czasie łap go za włosy na głowie, jak nie zacznie targać i śmiać się dzikim głosem. Ten kosz zrzucił o siebie i w nogi ten tanim złodziej do kościoła prosto leci, a kościół był zamknięty. Klęka przed kościołem i przysięga, że nigdy kraść już nie pojedzie a ten niby to szatan na swieczone miejsce iść nie wolno, tylko dziko się zaśmiał i uciekł.

22/8/SA/6

Dodaj komentarz