W 12 numerze „Kroniki Beskidzkiej” z 1962 r. w artykule „290 ludzi i 45 samochodów odśnieżało nasze miasto” czytamy o dużych opadach śniegu i wynikających z tego kłopotów. Od ubiegłego czwartku do soboty śnieg sypał bez przerwy. Zdawało się, że zasypie Bielsko … I zasypał – chodniki, jezdnie, place. (…) W nocy z piątku na sobotę nasypało tyle śniegu, że MPO [Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania – przyp. mój] i Miejska Służba Drogowa nie były w stanie podołać pracy. Wobec tego w sobotę przed południem Prez. MRN [Miejska Rada Narodowa – przyp. mój] zwróciło się z apelem do załóg zakładów pracy, aby pomogły w sprzątaniu śniegu. Większość zakładów pracy natychmiast odpowiedziała na apel MRN. Załogi wielu zakładów pracy zrezygnowały z sobotniego wypoczynku, zrezygnowały z wolnej od pracy niedzieli, przystępując masowo do uprzątania zwałów śniegu.
To charakterystyczny tekst dla realiów początku lat 60. w Polsce. Pokazuje z jednej strony autentyczny problem – intensywne opady śniegu i realną niewydolność służb miejskich. Bez dodatkowych rąk do pracy miasto faktycznie mogło zostać sparaliżowane. W tym sensie wspólne odśnieżanie mogło być praktycznym rozwiązaniem i dla części ludzi także odruchem solidarności. Z drugiej strony sposób opisu bardzo wyraźnie nosi cechy propagandowego języka epoki „apel MRN”, „większość zakładów natychmiast odpowiedziała”, „masowo”, podkreślanie rezygnacji z wypoczynku i niedzieli. To nie był spontaniczny wolontariat w dzisiejszym rozumieniu. Dla wielu pracowników była to raczej „dobrowolność obowiązkowa” – presja zakładu pracy, norm ideologicznych i obawy przed konsekwencjami odmowy. W PRL-u taki brak zaangażowania mógł zostać zapamiętany.
Dodatkowym elementem artykułu była fotografia Z. Czajkowskiego podpisana „Na skrajach jezdni piętrzyły się zwały śniegu. Wkrótce załadowano je na auta.” W tygodniku wygląda to dość realistycznie. Była to jednak fotografia na której ktoś owe hałdy śniegu … dorysował. Dostrzec to można bez problemów oglądając oryginał. W ten sposób „dopasowano obraz do narracji” – skoro rzeczywistość nie wyglądała wystarczająco dramatycznie, należało ją „poprawić”.

Na fotografii tzw. Wysoki Trotuar (Wysoki Chodnik lub Bazary Zamkowe) u podnóża Zamku Sułkowskich w Bielsku-Białej, wyburzony w 1974 roku. Fotografia ze zbiorów własnych.
To, że dziś można tę ingerencję łatwo wykryć, czyni zdjęcie niemal bardziej interesującym niż „prawdziwa” fotografia. Pokazuje warsztat, wręcz naiwność propagandy – nie wszystko robiono perfekcyjnie. W efekcie fotografia nie dokumentuje zimy w Bielsku-Białej, tylko mechanizm tworzenia rzeczywistości medialnej. To już nie tylko źródło o pogodzie czy odśnieżaniu, ale o tym, jak władza chciała, by mieszkańcy zapamiętali to wydarzenie.

