
Dawniej koszenie zboża wymagało dużej wprawy, cierpliwości i siły fizycznej. Zanim kosę można było użyć, trzeba było odpowiednio przygotować jej ostrze. Kosę „klepano”, czyli rozklepywano na specjalnym kowadełku, aby uzyskać cienką i odpowiednio ostrą krawędź. Umiejętność prawidłowego klepania kosy była niegdyś niemal tak samo ważna jak samo koszenie i często przekazywano ją z ojca na syna. W czasie pracy ostrze szybko się tępiło, dlatego trzeba było je co jakiś czas ostrzyć osełką. Dobrze przygotowana i ostra kosa znacznie ułatwiała pracę.
Za kosiarzem pozostawał pokos skoszonego zboża, które następnie zbierano, układano i wiązano w snopy za pomocą powróseł, wykonanych ze słomy. Przy tych pracach często pomagały kobiety i dzieci. Snopy ustawiano na polu w niewielkie kopki, aby zboże mogło przeschnąć. Wierzch kopki zabezpieczano dodatkowo jednym ze snopków, układając go tak, aby chronił pozostałe przed deszczem. Dopiero po wyschnięciu zboże zwożono do stodoły.
Żniwa były ciężką, wielogodzinną pracą. W czasie ich trwania pracowano od wczesnego rana aż do zmierzchu, a tempo pracy wyznaczały pogoda, dojrzałość zboża i siły całej rodziny. Dziś czas żniw w Kozach niemal całkowicie zniknął z krajobrazu, a zamiast kos i powróseł pojawiły się maszyny. Pozostały jednak dożynki – choć i one z czasem zmieniły swój charakter. Są dziś przede wszystkim przypomnieniem dawnych zwyczajów, ciężkiej pracy na roli i świata, który jeszcze nie tak dawno był codziennością mieszkańców Kóz.
